Polska
MARCIN KRÓL - Wypowiedź w dyskusji "Do czego służy władza w epoce PO? "
"EUROPA" (Dodatek do "Dziennika"), NR 8, 23 lutego 2008
Główny problem Tuska jest taki, że państwo socjalne nigdy nie zadowala wszystkich grup społecznych. Wobec tego potrzebna jest pewna konstrukcja, już dalece nieliberalna, potrzebny jest nieliberalny projekt, jaki zdołano choćby zrealizować w Finlandii - czyli projekt 15-krotnie wyższego niż w Polsce poziomu inwestowania w naukę i szkolnictwo wyższe.
MARCIN KRÓL - Kiedy polska polityka stanie się normalna?
"EUROPA" (Dodatek do "Dziennika"), Numer 188/2007-11-10
Oto wyjątki:
Polskie partie polityczne i polscy przywódcy polityczni w stopniu zupełnie nieznanym w normalnych demokracjach unikają czy też nie potrafią korzystać z odpowiedniego eksperckiego i intelektualnego doradztwa. W dzisiejszym niezwykle skomplikowanym świecie politycy, przywódcy mają obowiązek podejmować decyzje polityczne i nadawać ogólny kierunek biegowi spraw, ale czynią to po licznych konsultacjach z doradcami najróżniejszego rodzaju - od ekspertów znających się na organizacji służby zdrowia po intelektualistów zastanawiających się nad losami liberalnej demokracji. W Polsce żadna z poważnych partii politycznych nie korzysta tak naprawdę z tego rodzaju doradztwa, polscy politycy wciąż sądzą, że sami wszystko wiedzą.
Nie mamy jeszcze "normalnego" społeczeństwa z czterech co najmniej powodów. Po pierwsze - nie chcę wracać tu do rozważania przyczyn i argumentów - nie została i nigdy już nie zostanie przeprowadzona dekomunizacja, co sprawia, że żyją wśród nas ludzie powyżej 50-ki, którzy albo pełnili istotne funkcje w dawnym aparacie władzy, albo mu sprzyjali. Nie chodzi mi o - skądinąd istotny - moralny wymiar tego faktu, lecz o jego konsekwencje społeczne. Ludzie ci są en masse przeciwnikami modernizacji, nie dlatego, że na niej przegrywają, ale dlatego, że nimi pogardzono, oni zaś nie mieli odwagi się przyznać do tego, że byli świniami.
Po drugie, resentyment odczuwa - co znakomicie wiadomo i na czym bazowało PiS - olbrzymia rzesza tych ludzi, którzy nie dostosowali się do nowej sytuacji. Czasy dawne były okropne, ale okropne dla wszystkich w równym stopniu, teraz natomiast nagle są okropne tylko dla tych, którzy na transformacji z różnych przyczyn stracili. To nie jest "normalna" część społeczeństwa, choć naturalnie reakcje tych ludzi można doskonale zrozumieć. Mają one jednak niestety niszczycielski wpływ na sferę polityczną. Moje pretensje do PiS nie polegają na tym, że partia ta szukała zwolenników wśród tych ludzi, bo każda partia szuka zwolenników tam, gdzie może, lecz na tym, że dodając im znaczenia, PiS zwiększało rolę tych ludzi, którzy, delikatnie mówiąc, nie wspierają polityki przyszłości. Ponadto (co jeszcze zwiększa nienormalność okoliczności społecznych w Polsce), sprzymierzeńcem tych ludzi jest Radio Maryja, które stanowi ewenement w kontekście współczesnych demokracji. Nie chodzi naturalnie o rolę religii, lecz o jawny nurt antymodernizacyjny, który jest bez najmniejszych wątpliwości szkodliwy. W wielu demokracjach istniał silny antymodernizacyjny tradycjonalizm, ale przykład Irlandii pokazuje, że nawet w tak niewątpliwie zachowaczym kraju przemiany poszły błyskawicznie. Tam władza nie wspiera jednak mediów anachronicznych i promujących wrogów modernizacji.
Po trzecie, na "nienormalny" charakter sytuacji społecznej w Polsce wpływa kolosalna nierówność możliwości, która wciąż - mimo wszystkich korzystnych zmian gospodarczych - sprawia, że Polska jest krajem, gdzie olbrzymia grupa ludzi należy do tzw. podklasy. Być może część z nich zdołała znaleźć pracę za granicą, ale jest to mało prawdopodobne, gdyż sama natura underclass sprawia, że wydobyć się z niej jest bardzo trudno. Ludzie ci traktują wszelkie polityczne zmiany z całkowitą obojętnością, bo już na nic nie liczą. To z ich powodu, między innymi, frekwencja wyborcza w Polsce (w ostatnich wyborach wprawdzie zaskakująco wysoka) jest i tak najniższa w porównaniu ze wszystkim europejskimi demokracjami.
Po czwarte, o czym się coraz częściej zapomina, jedna trzecia polskiego społeczeństwa żyje na wsi lub ze wsi. Strukturalnie jest to fenomen, który nie występuje w żadnej demokracji (także w innych demokracjach postkomunistycznych). Wprawdzie pomoc unijna polepszyła sytuację części spośród tych ludzi, ale spowodowała też totalne rozleniwienie pozostałej, uboższej części rolników, z którymi każdy rząd będzie miał kolosalny kłopot, jeżeli nie zaryzykuje nagłego i radykalnego zwiększenia bezrobocia, a nie zaryzykuje.Oczywiście okoliczności te będą ulegały zmianie z powodów naturalnych, czyli wieku oraz - miejmy nadzieję - dzięki działaniom kolejnego rządu, ale bagażu przeszłości nie uda się łatwo pozbyć.
Miejmy nadzieję, że PO nie upoi się władzą nadmiernie. Cytuję nieodżałowanego Macieja Rybińskiego ("Jak narodziły się koszmary", "Rzeczpospolita", Nr 6, 2005): "ludzie, którzy sprawują urzędy, sami siebie uważają za najlepszych i najmądrzejszych tylko z tej racji, że je sprawują. Byłaby to oligarchia ducha, gdyby taka samoocena była prawdziwa i podzielana przez innych. Co się nigdy niemal nie zdarza. Dzieje się tu dokładnie tak samo, jak w przypadku cenzusu majątkowego oligarchii starożytnej - nikt nie ubiega się o urząd, dlatego że jest najlepszy i najmądrzejszy, ale ubiega się o niego, aby zostać zarówno dobrym, jak i mądrym.
Znakomita książka
Milton i Rose Friedman napisali znakomitą książkę 'Wolny wybór', którą powinnni przeczytać wszyscy dorośli Polacy (Milton Friedman otrzymał w 1976 roku Nagrodę Nobla z ekonomii). Dziękuję Profesorowi Andrzejowi Brzeskiemu z University of California, Davis, za zwrócenie mojej uwagi na tę świetną książkę, która w przystępny choć uproszczony sposób przedstawia mechanizmy, prawidłowości i błędy w działalności ludzi i rządów na płaszczyźnie ekonomicznej i politycznej. Po lekturze tej książki widać, jak nadal dużo jest PRL-owskiego zacofania w polskiej polityce i ekonomii.



